Ewa i Krzysiek - ich podróż życia

Marzyłem o tym wyjeździe, czekałem, pojechałem i nie zawiodłem się. Jaka jest Islandia? To pytanie, jakie zadawano mi po powrocie wiele razy. Islandia jest dzika, pierwotna, nieokiełznana i surowa. Widziałem wiele krajów, wiele z nich mnie zachwycało swoim pięknem, kolorami, ale Islandia jest inna. To miejsce jest magiczne i tajemnicze. Będąc tam ma, się wrażenie, że jest się jakby na końcu świata, albo miało przejść przez wrota prowadzące do innego wymiaru. Wyspę zwiedzaliśmy z Ewą i Krzyśkiem, którzy tam wybrali się na swoją podróż życia. Przez 2 tygodnie podróżowali wzdłuż i wszerz, albo raczej wkoło wyspy. Nasze zdjęcia zaczęliśmy od wodospadów, które są w Islandii jak przydrożne kapliczki w Polsce. Jest ich mnóstwo, na każdej większej skale można zobaczyć potężne ilości wody spadające z góry, a przy każdym wodospadzie jest dom i ktoś tam mieszka.

Lodowe serce

Pamiętacie bajkę Christiana Andersena o Królowej Śniegu? Malutki lodowy odłamek wpadł do oka Kaja i zamroził mu serce. Na szczęście Ewa z Krzyśkiem mieli rozgrzane serca i choć odwiedziliśmy Jökulsarlón miejsce, gdzie na jeziorze pływają prawdziwe lodowce, żaden odłamek nie wpadł nikomu do oka. Za to otrzymaliśmy w prezencie wielkie lodowe serce. W czasie gdy robiliśmy zdjęcia, podeszła do nas mama małej dziewczynki, czy nie chcielibyśmy go wykorzystać w czasie zdjęć. Dziewczynka wyrzeźbiła je w lodzie, ale zabrać nie mogła, bo przecież się roztopi, a gdy zobaczyła parę zakochanych, postanowiła je nam podarować. Podziękowaliśmy za nie i wykorzystaliśmy je w kilku zdjęciach.

Sesja ślubna w kościele?

Islandia ma kilka taki swoich miejsce w rodzaju musisz zobaczyć”. Jednym z nich jest maleńki kościółek w miejscowości Vik, położony na wzgórzu z widokiem na czarną plażę. Przyznam się, że to jedyna nazwa Islandzkich miejscowości, którą potrafiłem zapamiętać. Pozostałe składające się z miliona losowo wybranych spółgłosek były dla mnie zbyt trudne do zapamiętania. Wszystkie te miejsca musisz zobaczyć są masowo odwiedzane przez skośnookich turystów, którzy fotografują wszystko, ale najbardziej to siebie na tle każdej atrakcji. Na parkingu pod kościołem podjeżdżały i odjeżdżały samochody, z których wylewali się ludzie z aparatami. Ja to co innego :) Przecież fotograf ślubny na Islandii to nie to samo, a sesja ślubna, to nie zwykłe zdjęcia turystyczne.

Pogoda nam dopisywała, bo trzeba wiedzieć, że wyspa nie rozpieszcza. Deszcz i porywisty wiatr potrafią porwać człowieka i zmoczyć do suchej nitki w ciągu jednej chwili. Podobno Islandczycy mawiają, że jeśli nie podoba Ci się pogoda to poczekaj 5 minut. Na pewno zmieni się w całkiem inną.

Pola gąbkowe

Teraz kilka ciekawostek. Na Islandii nie ma praktycznie autostrad, jest jedna główna droga, którą można objechać całą wyspę. Najlepiej podróżować samochodem z napędem na 4 koła, bo drogi boczne to zwykłe ubite kamienie. Przy drogach pasą się owce i obrażone na świat stada koni. Obrażone, bo często wypięte zadem do drogi. Zwierzęta mają pierwszeństwo na drogach i zawsze należy je przepuścić, a nie daj Boże popędzać klaksonem. Sama droga jest jedno pasmowa, bo gdy już się zostawi miejsca oblegane przez turystów, samochody znikają i jedzie się kompletnie samemu. Do tego krajobraz, które ciągną się kilometrami wciąż takie same. Najbardziej spodobały nam się pola jak je nazwaliśmy gąbkowe”. Jeśli ktoś oglądał przygody Elzy w Krainie Lodu to pewnie pamięta małe okrągłe skalne Trolle. Jestem przekonany, że to właśnie te miejsca były inspiracją do ich powstania. Możliwe, że są jakieś lokalne legendy na ten temat, ale nie miałem okazji ich poznać.

Czarna plaża

Co można napisać o czarnej plaży? To kwintesencja Islandii. Czarny wulkaniczny piasek, magma zastygła nad brzegiem oceanu i ogromne fale. To nie jest miejsce, na które się jedzie poopalać z dziećmi z parawanem. Tutaj można poczuć jak mały jest człowiek w zetknięciu z przyrodą.

Backstage

Działo się i to sporo. Nie sposób pokazać tutaj wszystkiego. Aby sobie radzić w niskich temperaturach, wspomagaliśmy się herbatą z prądem, zajadaliśmy pyszne gofry z masłem orzechowym. Cieszyliśmy się jak dzieci z każdego nowego miejsca, nawet skakaliśmy z radości. Z tego wszystkiego rozwaliły się buty mojej żony i biedna musiała wracać na bosaka. Zapomniałbym napisać, że jak na sportowego fotografa przystało, zliczyliśmy też bieganie po wyspie. Kto nie wierzy, niech sprawdzi u mnie na Endomondo. Było ciemno, zimno, ale było bosko. I jeszcze jedno – Torba. Nie wszyscy wiedzą, że mam taką przyjaciółkę Torbę, która podróżuje ze mną wszędzie. Jej przygody można śledzić na Instagramie. Tak było i teraz. Torba opalała się na czarnej plaży, trzepotała na wietrze i suszyła się z nami na golasa w aucie.

Jeśli zdjęcia się podobały, to zapraszam inne pary, które mają ochotę odwiedzić równie dzikie i fascynujące miejsca do kontaktu. Z przyjemnością pojadę w kolejną wyprawę, a i torba też jest głodna nowych przygód.