Ola - pani młoda i tatuaże

Jeśli robisz coś dobrze, to ludzie to doceniają. Kilka lat temu robiłem zdjęcia na weselu Kamili, siostry Oli. Chyba się spodobało, skoro zatrudnili mnie znowu. To co lubię w ślubach, to jest poranna atmosfera przygotowań. Bywa różnie, czasem jest gorąco i nerwowo, a czasem spokojnie i na luzie. Tak było u Oli. Była przyjaciółka, fryzjerka, makijażystka i różowe wino. Schodzili się goście i w pewnej chwili wywiązała się dyskusja na temat tatuaży. Temat gorący w ostatnich latach. I zaczęła się prezentacja. Każdy prezentował swoje dzieło, każdy tatuaż ma swoje znaczenie, każdy ma swoją historię. Nawet fotograf na ślub pochwalił się swoimi. Czas uciekał, pan młody miał się niedługo pojawić, więc nie było co czekać. Ola założyła swoją zjawiskową suknię ślubną i spoglądając na zegarek oraz za okno wypatrywała go.

Łukasz - idę, spieszę się, lecę

Kto jak kto, ale Łukasz to nie jest osoba, która denerwuje się byle czym. Opanowany, spokojny z tym swoim delikatnym uśmiechem na twarzy. Wszystko pod kontrolą, bez pośpiechu i nerwów. Ubranie było przygotowane, kwiaty dla Oli czekały w wazonie. Z pomocą rodziny ubrał się szybko. Rodzice pożegnali go słodkim buziakiem i wolnym krokiem udał się po wybrankę swojego serca. Było lato, słońce przyglądało się z góry, jak Łukasz wchodzi do bloku Oli. W koło mnóstwo gości oraz wyglądający z okien sąsiedzi. Tych lubię wyjątkowo i wcale im się nie dziwię. Gdybym nie był fotografem na wesele, a w moim bloku ktoś miałby wesele, też wypatrywałbym młodej pary. Może nawet zrobiłbym jakąś wesołą bramkę?

Ślub - Game over czy wielka radość?

Game over – takie tablice były na samochodzie, którym podjechali pod Kościół w Ozimku. Czy to na pewno koniec gry? Bo patrząc na radość Łukasz, gdy wychodził z kościoła mam całkiem inne odczucie. Już stojąc w przedsionku, gdy czekali na księdza, widać było jak niecierpliwi się, jak chciałby aby msza zaczęła się już. W trakcie przysięgi widać było, że denerwuje się i przeżywa tą chwilę. Widać było, jak wpatruje się w Olę. To są piękne emocje i mimo ogromnej ilości ślubów i wesel, jakie mam za sobą, atmosfera udziela mi się i wzruszam się często. Niby fotograf ślubny to twardziel, ale jednak bywają chwile, że trzeba się schować za aparatem. Gdy widzi się wzruszonych gości, rodziców, przyjaciół. Gdy z chóru dobiega przepiękny śpiew, to łzy same cisną się do oczu. Jednak to jak wyszli z kościoła, to było coś pięknego. Konfetti, oklaski, ryż i wielkie szczęście na twarzach Młodej Pary. Tego nie da się zapomnieć.

Pierwszy taniec - goście byli zachwyceni

Gościniec Jaguś w Staniszczach znam od lat. Tam zawsze są fajne wesela. Nie pamiętam imprezy, żeby się nie udała. Sala jest przestronna i piękna. Obsługa na najwyższym poziomie i jaka wyjątkowo smaczna kuchnia. Gdy skończyło się składanie życzeń i goście usiedli do stołu, podano pyszny obiad. To śląskie wesele, więc menu było odpowiednie. Kluski śląskie, rolady, modro kapusta, buraczki. Wszystko palce lizać. Dorośli popijali swoje trunki, a dzieciaki raczyły się kompotem. Co raz mniej jest sal, gdzie podaje się prawdziwy kompot. Na większości sal rządzą słodkie napoje, dlatego w moim rankingu sal weselnych Gościniec zawsze zyskuje dodatkowe punkty.

Jednym z ważniejszych punktów wesela po przysiędze jest pierwszy taniec. Tutaj Ola z Łukaszem dali mistrzowski popis. Taniec z Gwiazdami to za mało powiedziane. Nie ma się czemu dziwić, bo Ola przez wiele lat tańczyła w zespole „Beta”, z którym zajmowała pierwsze miejsca na wielu konkursach w Polsce i na świecie. Oj, było na co popatrzeć. Goście z zachwytem patrzyli i filmowali to, co działo się na parkiecie.

DJ Martin

Choć to relacja z wesela Oli i Łukasz, to nie sposób pominąć wyjątkowej osoby, jaką był i jest DJ Martin, który wraz z asystentem prowadził i rozkręcał to wesele. Widziałem mnóstwo zespołów i z nie jednym DJ-em bawiłem się, ale to, co zrobił DJ Martin zasługuje na wyjątkowy opis. Profesjonalizm i zawodowstwo w 100%, o tym nie ma się nawet co rozwodzić. To, co mnie ujęło to zaangażowanie i radość z tego, co ten facet robił na sali. Bardzo lubię patrzeć na kogoś, kto widać, że kocha swoją pracę, że angażuje się całym sercem. Nie było schematycznych setów muzycznych. Leciały piosenki takie, które miały lecieć, aby ludzi mogli szaleć i bawić się na całego. Do tego jeszcze zabawy. Był teleturniej Familiada, tak przygotowany i poprowadzony, że sam Karol Strasburger mógłby poczuć się zazdrosny, że ktoś chce go wygryźć jego programu. Suchar na początku też był, a emocje w finale sięgnęły zenitu. I tak do samego rana, z każdą kolejną piosenką, z każdym kolejnym przebraniem i kolejną zabawą.

Gościniec Jaguś - show must go on

Oczepiny i wielki finał

Gdy wybiła północ, rozpoczęły się oczepiny. Za sprawą wspomnianego wcześniej DJ Martina, nie były to zwykłe tradycyjne oczepiny. To jeden z powodów, dla którego Ola z Łukaszem zdecydowali się właśnie na niego. Ten facet wszystko robi po swojemu i to się podoba. Chyba nawet nie potrafię opisać tego, jak to się odbyło. Ludzie przebierali się, śmiali i biegali po sali. Nie wiadomo kiedy na sali pojawiły się znane gwiazdy muzyczne, które dały darmowy show dla wszystkich gości. Minusem mojej pracy jest to, że fotograf na wesele w tym właśnie czasie pakuje się do domu. I niestety z wielkim żalem i smutkiem musiałem się pożegnać z parą, aby to zrobić.

W rolach głównych:

Makijaż – Dama Pink
Fryzura ślubna  – Salon fryzjerski Angelika Czerw
Suknia ślubna –
Ślub – Kościół p.w. Św. Jana Chrzciciela w Ozimku
Sala weselna – Gościniec Jaguś
Oprawa muzyczna – DJ Martin
Fotograf na wesele – Foto Zibi Studio

Wszystkich, którym podobała się relacja z ślubu Oli i Łukasza zapraszam do kontaktu. Zapisy na rok 2019 prawie zamknięte, ale o 2020 można śmiało pytać.