Jessica i Kamil - sesja ślubna

Zacznę od tego, że Jesicca to dziewczyna pełna energii, która uwielbia szybką jazdę samochodem. Miałem okazję przekonać się, jak jeździ i trochę obawiałem się jak będzie wyglądać podróż do Olsztyna za Częstochową, gdzie zaplanowaliśmy zdjęcia. Podobno przed przyjazdem wywiązała się ostra dyskusja na temat tego, które z nich ma prowadzić i zdecydowała troska o przyszłe życie fotografa. Czym mogłaby byś fotografia ślubna po stracie tak wyjątkowej osoby jak ja 🙂 Szczęśliwy i spokojny usadowiłem się na tylnej kanapie i ruszyliśmy w drogę.

Opętani miłością, zapatrzeni w siebie

Cali i zdrowi dojechaliśmy pod ruiny średniowiecznego zamku w Olsztynie pod Częstochową. To pierwszy z zamków na szlaku Orlich Gniazd. Było dość wcześnie, więc nie musieliśmy się martwić zwiedzającymi. Wspięliśmy się na pierwszą skalną górę i okazało się, że moi młodzi mają lekki lęk wysokości. Całe szczęście nie mdleli i szybko przyzwyczaili się do widoku z góry. To był przecież początek naszych zdjęć, w planie były większe wysokości i bardziej niebezpieczne miejsca. W głowie już widziałem nagłówki gazet, które rozpisują się o tym, jak to fotograf ślubny, zamiast ratować robił zdjęcia spadającej pary młodej. Już widziałem ten welon powiewający na wietrze oraz ich całujących się w czasie drogi na ziemię. Czyż nie byłyby to piękne zdjęcia?

Sesja ślubna to nie film

W filmach występują kaskaderzy i dublerzy, a na sesji ślubnej są zakochani w sobie młodzi ludzie. Tutaj nie ma miejsca na straty w ludziach. Przyjechały 3 osoby i tyle samo musi wrócić. Jessica i Kamil dzielnie wspinali się i z uśmiechem na ustach wpatrywali się w siebie, tulili i całowali, kiedy ja robiłem im zdjęcia. Nie straszny był nam wiatr, który pod koniec sesji próbował zdmuchnąć nas ze skał oraz ciemne chmury, które skradały się, aby niespodziewanie lunąć jesiennym deszczem. Młodzi nie spadli, wiatr nie zdmuchnął, a zamiast deszczu w drodze powrotnej znów wyszło słońce, bo przecież fotografia ślubna to fajna sprawa.