Ania i Bolek

Jak zrobić sesję ślubną dobremu kumplowi? Kumplowi, z którym znam się od dziecka, który wiem, że nie będzie udawał zakochanego romantyka, bo w jego duszy mieszka diabeł. Kumpel, który gra na gitarze najpiękniejsze solówki i który ma najbardziej rockową żonę na świecie. Pomyślałem sobie, że nie będę nic sugerował, podpowiadał. Pojedziemy w kilka miejsc i niech rockowa sesja ślubna robi się sama. Jak przystało na prawdziwego muzyka w bagażniku samochodu czekała gitara i duża butelka Jacka Danielsa. Spakowane na sesję? Nie, to są rzeczy, które zawsze muszą być pod ręką.

Romantyczna rockowa sesja ślubna?

Przyznaję się, kilka razy próbowałem namówić ich, na to by spojrzeli sobie bardziej romantycznie w oczy, ale to się nie udało. Bo oni tacy nie są. Zastanawiałem się, czy to jakieś czary, czy ktoś na górze lubi ich bardziej, ale w dniu sesji rano pogoda nie zapowiadała się dobrze. Jednak gdy tylko Ania zaczynała się śmiać, a był to najpiękniejszy i najszczerszy śmiech na świecie, słońce również uśmiechało się do nas. I tak było przez cały czas, gdy robiliśmy zdjęcia ślubne.

Pearl Jam i twarz rockmana

W trakcie zdjęć rozmawialiśmy dużo o muzyce i rock’n’rollu, o koncertach, które kiedyś graliśmy wspólnie i o zespołach które kochamy. Wspominaliśmy jak odkrywaliśmy wiele lat temu Faith No More, Red Hot Chilli Peppers, Prodigy i ten najważniejszym, czyli Pearl Jam. Ile wzruszeń dostarczała i wciąż dostarcza nam ich muzyka. Rozmawialiśmy o szczerości muzyków, o tym, co kryje się pod twarzą rockmana. Ile tam smutku, buntu i złości. Jednocześnie jest radość z tego, co się robi, z piosenek, jakie się pisze i gra na koncertach. Czyli takie standardowe tematy jak podczas każdej sesji zdjęciowej, bo to przecież zwykła rockowa sesja ślubna.

Rock'n'roll is dead

Jakiś czas temu różni dziennikarze muzyczni rozpisywali się o tym, że rock’n roll umarł. Ale jak to możliwe, skoro rock’n roll ma się w sercu i rock’n roll to sposób życia. Nie da się go uśmiercić i pozbyć. To jest jak z tatuażem, który zostaje na całe życie. Usunąć go? Tylko po co, skoro jest piękny. Robiąc tą sesję myślałem sobie, że spróbuję pokazać rock’n roll na zdjęciach. Tylko jak to zrobić? Bardzo prosto. Wystarczy aby zakochani byli sobą, nie trzeba nic więcej. Zero udawania, zero sztywności i zero pozerstwa. Zostaje sama miłość, przyjaźń i radość.

Ale dlaczego sesja ślubna na hałdzie?

Przez wiele lat znakiem rozpoznawczym Ozimka, miasta skąd pochodzą oboje bohaterowi sesji oraz ja była ogromna hałda. Widać ją było z daleka, gdy wracało się z kolonii lub dalekiej podróży. Na hałdę wdrapywali się tylko najodważniejsi i nie było to wcale łatwe zadanie, bo była monitorowana przez ochroniarzy, a u jej podnóża płynęła rzeka. Hałda powstała jako efekt uboczny odlewanej w lokalnej hucie stali. Dlatego nic dziwnego, że skoro tyle ciężkiego metalu mieliśmy wkoło nas w dzieciństwie, to pojawił się on i w naszych sercach. Chcąc nie chcąc, nie mogliśmy pominąć takiego miejsca w czasie naszej sesji. Zresztą ja jako fotograf ślubny lubię takie kosmiczne miejsca, więc tam zakończyliśmy nasze zdjęcia.

Ciekawi mnie co mieszka w Waszych sercach. Czy gra w nim muzyka, czy jest radość z każdego dnia i czy podobają Wam się moje zdjęcia? Jeśli chcecie podzielić się tym, co Was napędza i mielibyście ochotę spotkać się z fotografem na sesji, piszcie śmiało do mnie. Znajdziemy termin, zaczarujemy pogodę i zrobimy cudowne zdjęcia.