To była moja pierwsza sesja plenerowa nad morzem. Marzyłem o takiej od dawna. Wiadomo jak u nas z pogodą nad Polskim morzem, potrafi zaskoczyć i spłatać figla. Jako, że wyjazd musieliśmy zaplanować kilka tygodni wcześniej więc była możliwość, że pogoda nie będzie nam sprzyjać. Teoretycznie można robić zdjęcia ślubne w deszczu, ale kto chciałby jechać przez całą Polskę i biegać po plaży w ulewie. Nikt się nie spodziewał, że w pierwszy weekend kwietnia będziemy robić zdjęcia ślubne w temperaturze 23 stopnie w towarzystwie pięknego słońca. Nasza romantyczna sesja plenerowa nad morzem rozpoczęła się w sobotni poranek na plaży w Sopocie. Nie było jeszcze zbyt wielu turystów, ale pan z gitarą siedział już na molo i grał. Kolejny punkt sesji to Gdańsk. Obowiązkowe spotkanie z Neptunem i kawa na starym mieście. To jedno z miejsc w Polsce, do którego mam ogromny sentyment i które uwielbiam odwiedzać o każdej porze roku. Na naszej mapie z napisem „Romantyczna sesja plenerowa nad morzem” zostało jeszcze Westerplatte oraz Gdynia. Tam zamierzaliśmy się udać w następnej kolejności, ale okazało się, że zgubiliśmy samochód. Nikt nie zapamiętał gdzie został zaparkowany. Chwila strachu co z nami będzie. Perspektywa powrotu do Opola piechotą lub autostopem i nagle jest, znalazł się. Dzięki opcji teleportacji w kilka sekund znaleźliśmy się na Westerplatte. Cały czas pogoda nam sprzyjała, więc jako fotograf ślubny nie mogłem narzekać na światło w czasie zdjęć. Na deser zostawiliśmy sobie Gdynię i jej magiczną plażę. Nie zawiedliśmy się. Było pięknie, romantycznie i bajkowo. Słońce powoli szykowało się do snu tworząc niesamowity klimat. Gdy już skończyła się nasza romantyczna sesja plenerowa nad morzem zorientowaliśmy się, że jesteśmy głodni jak wielki. Zdjęcia ślubne tak nas pochłonęły, że zapomnieliśmy o obiedzie. Dojechaliśmy do hotelu, młodzi szybko wskoczyli w luźne ciuchy i wybraliśmy się na przepyszną kolację. Wszystko trwało 9h, zjechaliśmy całe Trójmiasto i kosztowało to nas mnóstwo energii, ale warto było.