Chyba każdy fotograf ślubny tak ma, że gdziekolwiek jest zawsze szuka ciekawych miejsc na zdjęcia.
Nawet mijając lub odwiedzając miejsca, które znam szukam w nich czegoś nowego i układam w głowie piękne kadry. Gdy przygotowywałem się do wiosennej sesji Ewy i Krzyśka pomyślałem, że odwiedzę z nimi małe jeziorko w okolicach Osowca. Bywałem tam na zdjęciach wiele razy i wydawało mi się, że nic więcej tam już nie odkryję, a jednak. Bo jaka powinna być wiosenna sesja narzeczeńska? W mieście pomiędzy budynkami i pędzącymi samochodami? Czy może w lesie, na łące lub nad jeziorem? My wybraliśmy tę druga opcję.

wiosenna-sesja-narzeczenskawiosenna sesja narzeczeńskawiosenna sesja narzeczeńska

Nasza wiosenna sesja narzeczeńska rozpoczęła się o poranku. Nad jeziorem nie było żywego ducha. Jedynie ptaki śpiewały i przekomarzały się ukryte w drzewach. Coś mi się zdaje, że ryby jeszcze spały albo udawały, że ich tam nie ma. Lubię aby zdjęcia i cała sesja narzeczeńska była naturalna, aby zakochani wyglądali tak jak na swoich codziennych spotkaniach, spacerach czy randkach. Czasem dzieje się tak, że trzeba pomóc parze, podpowiedzieć jak mają się ustawić i co mają robić. Ewa z Krzyśkiem nie potrzebowali tego. Zachowywali się jakby mnie tam wcale nie było. Pochłonięci sobą tulili się do siebie i rozmawiali jak dwie papużki nierozłączki.

Jest coś niesamowitego w całym tym „zakochaniu”. Ludzie są ze sobą lata, a moi zakochani są razem prawie 10 lat i wciąż im siebie mało. Patrzą na siebie wciąż z tym samym błyskiem w oku spragnieni bliskości i czułości. Uwielbiam to fotografować i uwieczniać na moich zdjęciach.

wiosenna sesja narzeczeńska

Muszę się przyznać, że ja też wszedłem do wody. Nie mogłem sobie odmówić takiej przyjemności. Zresztą co to za fotograf ślubny, który nie zamoczy nóg na wiosennej sesji nad jeziorem. Woda była ciepła i przyznam, że kusiło nas nawet żeby się wykąpać. Następnym razem trzeba się lepiej do przygotować do sesji narzeczeńskiej.

Następne zdjęcie to jedno z moich ulubionych. Kocham takie kadry, drzewa pnące się w górę i oni.

Na samym końcu przejechaliśmy kilka kilometrów nad wielkie Jezioro Turawskie. Jednak nie ono było celem samym w sobie, ale odkryte w trakcie rodzinnego spaceru tajemnicze miejsce. Wtedy wypatrzyłem je przechadzając się wałem i wydało mi się idealne na wiosenną sesję narzeczeńską. Bogactwo naturalnych kolorów, złociste trawy, zielono-brązowe drzewa i piękne błękitne niebo. W dodatku miejsce jest na zupełnym uboczu i nikt ale to nikt tam nie zagląda.